Spóźniony w zgonie — rozszumiał się cały,

Jakby w swej pani zgon jeszcze nie wierzył.

Na pierś jej wpełzał, na kark spadał biały,

W czarnych kędziorach szept skargi przytłumiał,

Szukał tych dłoni, które go czesały...

Znalazł je wreszcie — i wszystko zrozumiał.

I, węsząc bezwład śmiertelnej drzemoty,

Zwikłał się w sobie i tak zanieszumiał.

Wówczas mu chyba pozgonne zaloty

Kazały zmarłą przystroić w żałobie,