Bo się odzłocił nagle — żywiec złoty!...

Kto mu przywrócił ten dar? Czy sam sobie?

Czy chciał, by zmarła w sen nie byle jaki

Szła po dawnemu, we wszystkiej ozdobie?

A może ona sama skroś orszaki

Cieniów, pośmiertnym skupionych kuligiem,

Złote mi zowąd podawała znaki?...

Abym zapragnął... i ramion podźwigiem

Wspiął ku niej brzemię tych kwiatów i woni,

Tropiąc ją w mroku — miłości pościgiem.