I zmierzch ze światłem prząść w jedną tkaninę,
I chmury czarne ze złotemi sklecać,
I zezem oka spostrzegłem, że sine
Jej stopy — prosto przed się wyciągnięte —
Zdają się jedną wskazywać godzinę...
I że, w tej samej godzinie poczęte,
Myśli me, czarną obleczone szatą,
Biegły w kierunku tych stóp — w ich ponętę!
Więc jąłem nagle uchodzić przed chatą,
Przeświecającą zwłok dziewczęcych bielą,