I ujrzeć trafem twarz, pełną przewiny,

Twarz ludzką — obcą i tak niepojętą

Dla wszelkiej, ziemię zdobiącej, rośliny!

Twarz, co pragnęła, by bladość jej zżęto

Sierpem księżyca i zrównano właśnie

Z macierzankami, z piołunem lub z miętą...

Echem w dokolne rozległy się baśnie

Stóp mych od wyspy ku morzu powroty, —

Tam czekał okręt, wpatrzony w fal jaśnie.

Przerósł on życia własnego kres złoty