Od blasku śmierci, co oślepił ciebie!
Zwól — niechaj szumią i szemrzą, i dzwonią
Chóry niczyich, bezimiennych głosów,
Od których usta przelęknione stronią...
Zwól — niech na żyznym błękicie niebiosów
Obłędna brzoza — wbrew ziemi — wyrośnie,
By coś tam zmącić zielonym snem włosów!...
I niech twe ciało, podane ku wiośnie,
Wicher ci zszarpie, niby płaszcz, ulewą
Twych łez bezwolnych przemokły radośnie!