Czemu tak patrzysz w okrętowe drzewo,

Gdzie przepych lasów od dawna zbezlistniał?

I w wicher patrzysz, bielący się mewą?

Czyliś się nie dość, ty — duchu, naistniał?

Nie dość nachłonął i brzasków, i cieni,

Gdzie się niejeden sen uoczywistniał?

Rozpielgrzymiony po wirach bezdeni

Dokądże dążysz? Jakaż baśń w przestworze

Poprzód twych oczu we mgle się zieleni?

Wściągnij się w sobie, zesłabnij w pokorze,