Zapytana o bliższe informacje, powiedziała, że ma na imię Maria. Nazwiska jej jednak w tej chwili nie pamiętam.

Ponieważ szpital był przepełniony, chorą więc umieszczono w pokoiku przy kancelarii. Zainteresowany jej nieszczęściami i pięknością, odwiedzałem ją częściej może, niż by wypadało, i powoli wydobyłem z niej historię, którą mi z naiwną prostotą opowiedziała.

Rodziców nie pamiętała, wychowali ją zaś pewien lokaj, którego nazywała tatkiem, z żoną swoją praczką, która jej istotnie zastępowała matkę.

Póki żyła przybrana matka, uczyła ją czytać i pisać, czesała jej z rana włosy, a męża wieczorem dla rozmaitości nazywała pijakiem. Wówczas tatko irytował się niesłychanie, matkę klął, a dziewczynę poszturgiwał24...

Mniejsza jeszcze o sierotę, ale pijaczyna miał obmierzły zwyczaj rzucać za żoną rozmaitymi naczyniami i sprzętami. Toteż wszystkie stołki były połamane, szklanki i garnki potłuczone, a poczciwa kobieta nosiła sińce na całym ciele. Raz nawet jak ją uderzył nogą w piersi, rozchorowała się nieboga, leżała miesiąc w łóżku i wreszcie zmarła.

Po śmierci żony tatko sprzedał połowę rzeczy, pił coraz mocniej i stracił służbę. Od tego czasu poczęli dom odwiedzać różni panowie, a także jakieś panie młode i stare...

O czym konferowali z dymisjonowanym lokajem, Maria nie wiedziała, dostrzegła jednak to, że w owych czasach miał więcej grosza, niż dawniej, a pijał tylko arak25.

Najczęściej odwiedzał ich pewien stary bogacz, o którym opiekun mówił, że ma fałszywe zęby, cudze włosy i przyprawioną rękę. Nazywał go też wielkim nicponiem, ale kłaniał mu się do samej ziemi, bo mu stary najwięcej dawał zarabiać.

Pewnego dnia stary przyniósł dziewczynie kolczyki i broszkę. Bała się go bardzo, lecz gościniec26 wzięła, ponieważ był ładny.

Tego samego wieczora eks-lokaj powiedział jej, że pójdzie do starego na służbę...