z tapczanu, otarłam spocone dłonie o spódnicę,
zajrzałam do kuchni: pił swojo-moją herbatę
na stojąco, z torbą w ręku. W szybie odbijała się kabina
kuchni z nim i ze mną, z głębi pokoju
promieniował
obraz tancerki. Odwrócił się i powiedział
coś:
ratuj
albo
ratunek.