W grającej, prześwietlonej, rozkołysanej głębinie

byłam białą wodnicą o księżycowych warkoczach:

chodziłam po złotym dnie,

w tęczach fal,

zbierając perły z roztulonych muszli.

Raz wir mię rzucił wodny na powierzchnię,

gdzie zobaczyłam chmurną, niedościgłą piękność gwiazd

(kryształy bożych myśli w nieskończoności zwieszone)

i powróciłam w głąb, gwiaździstych tęsknot pełna.

Lecz zabrakło mi mocy wielkiego pragnienia,