Oczywiście, podstawiwszy wszędzie na miejsce „Francji” — Polskę, można by cały ten passus zastosować i do nas. Ale od tego łatwego efektu powstrzymuje elementarna logika. O takich świtach marzyć może tylko Francuz, w ogóle Europejczyk. Tylko jemu wolno wymieniać takie wyrazy, jak tolerancja religijna, chleb dla wszystkich, praca w wielkim stylu itd. U nas tracą one wszelki sens, właśnie dlatego, że opieka Polski dzisiejszej wyobraża sobie owoce wojny jako właśnie prawo do prześladowań i głodzeń i jako swobodę bezeceństwa w rządach, a ciemnoty — wszędzie.
Doprawdy, żal Francji, żal Szampanii i Pikardii, zburzonych arcydzieł i stratowanych miast, skoszonych istnień i zasępionych lazurów jej nieba — ale jakże szczęśliwa jest ona, że może sobie pozwolić na takie, jak powyższe, rojenia, że tak łatwo mogą się one urzeczywistnić na tym przez Boga samego zoranym i zasianym gruncie.
Jakże zazdroszczę tym młodym i starszym, co jak ja urodzeni w Polsce, ale zapewne nie zakosztowawszy z Jej rąk nawet tysiącznej części tego piołunu, który Ona ma do rozdania — przelewają krew na polach Francji — krew za jej całość, szczęście i przede wszystkim za jej honor.
Szczęśliwy kraj, co posiada taką godność. Szczęśliwi żołnierze, co mu swe życie w ofierze przynieść mogą...
VII
9–10 grudnia, środa-czwartek.
Wszystko, co się dzieje w tej chwili i prawdopodobnie dziać będzie w dniach najbliższych, streścić można w haśle: „Łódź jest do wzięcia!”.
Rosyjskie wojska ją opuściły — niemieckie nie weszły; albo jedni boją się drugich, albo nikomu to miasto nie jest potrzebne. W bliskości przeto hoteli i kawiarń, gdzie siedzą bezdomni milionerzy łódzcy, słychać raz po raz zapewnienie: „Łódź jest wolna, Łódź jest absolutnie wolna; rządzi w niej tylko milicja”, jeśli tak rządzi, jak i w okresie dawniejszych ewakuacji, to czołem przed nią! Czytałem w pismach dokładny opis i sprawozdanie z funkcji tej straży obywatelskiej. Jest to urządzenie, wysoce kompromitujące wszelkie władze i rządy nadane „od Boga”, albowiem działa sprawnie, dokładnie i uczciwie. Jest to prawdziwy wzór samorządu, graniczącego niemal z ustrojem jakiegoś szwajcarskiego kantonu.
Mieliśmy zresztą okazy podobnie wysokiej kultury i zmysłu obywatelskiego już podczas rewolucji, kiedy to niektóre miasta, pozostawione samym sobie, własnym przemysłem uwalniały się od bandytyzmu, złodziejstwa, łapownictwa, pijaństwa itp. dobrodziejstw rządów gubernialnych i powiatowych.
Tym razem jednak milicja łódzka musi mieć sprawę bardzo utrudnioną; w mieście głód i widmo strachu, niedawno przeżytego. Kto mógł, uciekał, płacono za automobil po 1000 rubli.