A cesarz japoński, jak przystało na mikada, pokonanym dowódzcom niemieckiej warowni pozwolił zatrzymać szpady.

Mała — wąska to niby, partykularna tragedia, ten upadek Kiaoczou, ale nie mniejsza od innych. Runął jeden ze zrębów, może najważniejszy, morskiej ambicji Niemców. „Przyszłość nasza leży na morzu”. Wilhelm roił, że jest Neptunem z złotym trójzębem w dłoni. Były to, jak się okazuje zwyczajne widły, o których szyderczo mawiano w Polsce: „pisane widłami na wodzie”.

14 listopada, niedziela

Muszę się pochwalić. W swoim czasie przypisywałem Niemcom świadomą metodę psychologiczną obezwładniania terrorem, srogością i okrucieństwem. Dzisiaj czytam, że Yves Guyot, głośny ekonomista i były minister, w ten sposób określa system wraży293: „Konieczność przerażania ludności cywilnej, rzucania terroru na ludność cywilną, armię i rząd, aby zmusić do zawarcia pokoju”.

O tej srogości i barbarzyństwie teraz szczególnie wiele się mówi w różnych odpowiedziach francuskich i angielskich na „Wezwanie”, podpisane przez 93 mężów nauki i literatury niemieckiej. Jeśli sądzić według oburzenia głęboko szczerego, z jakim np. Romain Rolland294, przyjaciel kultury niemieckiej, autor wielkiego Jana Christopha depce nazwisko Gerharda Hauptmana295, a inni — nazwiska Schmollera296, Harnacka297, Ostwalda, Willamowitza-Möllendorfa298 itd. — to niezatartą po wsze czasy będzie hańba imienia niemieckiego. „Zdobycze wojenne kultury niemieckiej stawiają waszych żołnierzy niżej od Wandalów, którzy przy zdobywaniu Hippony oszczędzili bibliotekę”.

Nie tylko żołnierzom i oficerom, ale i synom Wilhelma zarzuca się zwyczajną grabież, okradanie starożytnych zamków z dzieł sztuki i pamiątek rodzinnych.

Prawie wierzyć nie mogę. I boję się mędrkować na ten temat, co równałoby się zgadywaniu za pomocą trafiania palcem w palec. Gdy pomyślę, że po wojnie kurtyna się nagle podniesie i prawda objawi się naga i czysta, to odechciewa mi się sądzić, potępiać, usprawiedliwiać i prorokować. Pewnymi są dla mnie trzy rzeczy: primo299, że tam na zachodzie ludziom pękają serca i krwią napływają mózgi na widok pustoszenia najdroższych skarbów cywilizacji; secundo, że pogwałciwszy neutralność Belgii, Niemcy zapisali się w kronice historycznych zbrodni na stałe, choćby nawet w pojedyńczych wypadkach niezbyt się międzynarodowym konwencjom przeniewierzali, i tertio, że głównym ołtarzem Niemców wojujących są okopy i zasieki. Bez najmniejszego wahania poświęcą na tym ołtarzu wszystkie obrazy Rafaela i nawet własną swoją, kupioną za pieniądze Augusta II Madonnę Sykstyńską. Jak u nas, wybite szyby we dworach obywatelskich zastępowali wyciętymi z ram portretami szlachty polskiej, tak w Belgii biorą na materace lub dachy — bezcenne gobeliny kościelne lub arcydzieła mistrzów flamandzkich.

To jest namacalne wcielenie zasady niemieckiej państwowości — podporządkowania wszystkiego celom wojennym.

Spostponowali300 nawet własne bożyszcze: germanizację Księstwa. Tak, tak. Pisma donoszą, że w szkołach poznańskich zaczęto wykładać po polsku.

Jeśli to nie jest kaczka z wojennego lęgu — to do twardych łbów pruskich zaczyna się zakradać światło mądre i przebiegłe! Dla Księstwa byłoby erą, jeśli nie będzie li podkopem, mającym podminować autorytet rusyfikacji. Takich podkopów, nazajutrz już zapomnianych, strony walczące wyryły bardzo dużo, krecio — dużo.