Taką najwyższą rangę w nędzy ludzkiej osiągnęła Dwojra Pierzarka.

Nie mówię już o kupcowych, posiadających własne sklepiki, lecz nawet taka Chaja Rybiarka lub Ryfka, sprzedająca na ulicy bób i pestki dyni, były zamożniejsze od niej.

Chaja, na przykład, miała kilkanaście złotych kapitału obrotowego, oddzielną izdebkę, trochę sprzętów, naczyń i nawet komodę.

Toteż nic dziwnego, że Chaja mówiła o Dwojrze:

— Ja w porównaniu z Dwojrą żyję jak hrabina...

Stara Dwojra zaś nie miała na tym świecie żadnej własności oprócz łachów, które na sobie nosiła, siennika z przegniłej słomy i lichej poduszczyny, na której sypiała u Chai Rybiarki w komórce pod schodami, przeznaczonej pierwotnie na kartofle i węgiel.

Miała ongi Dwojra budkę ze sodową wodą, własne mieszkanie, jakie takie graty i nawet trochę oszczędności.

Ale gdy mąż umarł, wszystko to się jakoś rozleciało na wyjazd jedynego syna do Ameryki, na chorobę i pogrzeb córki, na wszelkie kosztowne nieszczęścia.

I posiadała jeszcze Dwojra swoje dziesięć, pożal się Boże, palców, wykrzywionych i zgiętych od reumatyzmu i często opuchłych od mrozu.

A jednak z tymi palcami, na pozór zupełnymi nieużytkami, umiała Dwojra — jak nikt inny — drzeć pierze. To było jej jedyne szczęście. Inaczej umarłaby chyba z głodu, tym bardziej że posiadała jedną, mocno niewłaściwą dla nędzarzy cechę — była dumna.