Na kominie wesoło huczał ogień. Na wybielonych ścianach kuchni jak na ekranie przesuwały się i pląsały nasze cienie, którym przypatrywaliśmy się z wielką ciekawością. Pod stołem pomrukiwał duży, czarny kot, nazwany przez Chanę za różne niecne sprawki Chuliganem. Skwierczenie tych piekących się jabłek i ich woń cudowna potęgowały w nas wrażenie, że za chwilę razem z bajkami Dwojry rozpocznie się wielka uroczystość.
Dziwne były te bajki, opowiadane przez Dwojrę Pierzarkę!
Nie przypominały one w niczym polskich bajek ludowych o diable, wilkołaku, Babie-Jadze, o rozbójnikach, Marysi sierocie, o złej macosze, głupim Jasiu lub o pięknej królewnie.
Dwojra opowiadała zwykle historie ze Starego Testamentu, lecz tak przeinaczone i niejako uwspółcześnione, że wydawało nam się, iż mówi o ludziach i wydarzeniach z naszego miasteczka.
Rut, zbierająca w słoneczny dzień pokłosie na niwie75 Boaza, by nakarmić chorego ojca, wydawała nam się biedną dziewczyną z naszego miasteczka, która w końcu wychodziła za mąż za zamożnego i zacnego żydowskiego kolonistę.
Judyta w tych bajkach nie obcinała głowy srogiemu Holofernesowi, lecz ujarzmiała swymi wdziękami jakiegoś antysemitę lub nawet chuligana, a później precz odpędzała, aby całe życie był nieszczęśliwy.
Płomienna prorokini Debora, rzucająca narodowi natchnione słowa, zamieniała się w nią samą, Dwojrę, rozmawiającą serdecznie z ludźmi i z Panem Bogiem, i w tym przeistoczeniu stawała nam się bliższa i bardziej zrozumiała.
Dwojra Pierzarka prowadziła bowiem z Bogiem częste i poufne rozmowy.
Wydawało nam się zrazu, że Dwojra ma halucynacje, czy też objawienia, o których czytaliśmy w książkach. Albo że choć nie jest ona zupełną wariatką, jak Sulamita biegająca po mieście z kukłą z gałganów zamiast dziecka, jest jednak trochę, jak u nas się mówiło, „pomylona”.
Ale później zmieniliśmy zdanie, bo Dwojra bynajmniej nie twierdziła, że widzi Pana Boga lub słyszy Jego głos: ona po prostu w sercu swoim rozmawiała z Nim o wszystkim i wszystkich.