Ucieszyliśmy się bardzo, a najwięcej radowała się nasza kucharka Chana.

Wyznać trzeba, że radość Chany nie była zupełnie bezinteresowna: Dwojra bowiem rozmawiała z Panem Bogiem, prosząc o męża dla biednej, brzydkiej i niemłodej już Chany. Więc skoro Dwojra ma taki posłuch u Pana Boga, że przysłał naprawdę ową szyfkartę, to i jej, Chanie, przez protekcję Dwojry, przyśle na pewno upragnionego męża...

Trochę nas tylko dziwiło i niepokoiło, że Dwojra nie przychodzi do nas podzielić się swą radością i zarazem pożegnać się z nami.

Postanowiłyśmy więc razem z siostrą i kucharką Chaną wybrać się do niej.

Przyjęła nas Chaja Rybiarka, u której Dwojra odnajmowała ciemny kąt pod schodami.

— No cóż, przyszła nareszcie ta szyfkarta! — krzyknęła radośnie nasza Chana — a wyście zawsze mówili, Chajo, że nadzieja — matka głupich.

Ale Chaja Rybiarka odburknęła niechętnie:

— Ano tak, przyszła... ale... za późno.

— Jak to „za późno”?

— Był tu przed godziną starszy felczer pan Lewkowicz i powiedział... — tutaj Chaja zaniosła się od płaczu — powiedział... — wykrztusiła w końcu przez łzy — że do podróżowania na tamten świat nie potrzebna jest człowiekowi żadna szyfkarta.