Esterka ze Żgowa
Kiedy kobiety z naszego miasteczka chciały się trochę uśmiać, zagadywały Esterkę.
— Opowiedz nam, jak tam jest w tym twoim Żgowie.
I wówczas Esterka, jak im się wydawało, zaczynała pleść niestworzone rzeczy.
-– U nas pod Żgowem płynie rzeka, taka śliczna rzeka, że ładniejszej nie ma chyba na świecie. Woda tak wesoło pluszcze po kamieniach, jakby się ciągle śmiała. A nad tą rzeką pełno jest kwiatów i tataraku. Takiego tataraku jak u nas, nie ma nigdzie. Ogromny, jasnozielony, a korzenie ma bladoróżowe jak korale. Na tym tataraku można wygrywać różne melodie, jak na harmonijce. Ja na Zielone Świątki21 szłam z dużym koszem nad tę rzekę po tatarak, a potem roznosiłam po domach.
— A ile ci płacili za to ziele?
Esterka ze zdziwienia szeroko otwiera oczy.
— Płacili? Dlaczego mieli płacić? Przecież tatarak Pan Bóg posiał nad rzeką, aby na Zielone Świątki u wszystkich ludzi było ładnie i wesoło, więc ja tak, z dobrego serca, roznosiłam po domach ten tatarak.
— Też hrabina! — mówiła drwiąco Chaja Rybiarka, a Esterka, niezrażona bynajmniej tą uwagą, opowiadała dalej:
— Myśmy z tatuńciem chodzili z towarem po okolicznych wsiach, bo tatuńcio miał cały swój sklep na plecach. Ach, tam były takie śliczne rzeczy!