— A cóż twój „tatuńcio” nosił na plecach? Złoto, srebro, brylanty, perły?
Esterka nigdy nie poznawała się na kpinach i odpowiadała poważnie:
— Nie, tego wszystkiego on nie sprzedawał. On miał wstążki, różowe, żółte, niebieskie, jak te kwiaty w polu, paciorki, co się tak lśniły i migotały jak małe światełka, książki z pięknymi kolorowymi obrazkami i nawet perfumy, które pachniały jak prawdziwe kwiaty. Raz się taka flaszeczka trochę nadtłukła i tatuńcio mi ją dał. Powiadam wam, pachniała jak prawdziwy jaśmin!
— A co to jest jaśmin?
Kobiety z naszego miasteczka nie hodowały i prawie nie znały kwiatów.
Jeśli kiedyś przypadkiem mówiły o nich, to każdy kwiat nazywały „róża”.
Na przykład Chaja Rybiarka, stawiając na oknie lak22 i pelargonię, przyniesione przez córeczkę ze szkoły, mówiła:
— Chciałam wyrzucić te dwie róże, ale Ryfcia nie daje, bo pani kazała hodować to paskustwo...
— Jak można nie wiedzieć, co to jest jaśmin! — dziwiła się Esterka.
— No, ja dzięki Bogu żyję czterdzieści lat na świecie i karmię ze swej pracy troje dzieci, chociaż nie wiem, co to jest ten twój jaśmin... — odpowiadała Chaja.