I podała wujowi Pinkusowi swój, pożal się Boże, posag, dwieście rubli, otrzymanych ze sprzedaży gratów i towaru „tatuńcia”. Sprzedażą zajęli się dobrzy ludzie, bo Esterka, jak sama oświadczyła, nie ma dobrej głowy do interesów.

Cóż mieli zrobić Pinkusowie? Musieli przyjąć sierotę, bo i przed ludźmi byłby wstyd i sumienie człowiek także ma, więc jakżeż inaczej?

Wezwali na trzeci dzień szamesa, drugiego, po panu Gawronie, w naszym miasteczku swata i polecili mu wystarać się o narzeczonego dla Esterki.

— Narzeczonego ja już mam — odpowiedział Szames — syn Kujalnika, pisarza przy tartaku Chaim. On jest dla niej akurat, jak na miarę!

— Ech, taki szlemil23! — zaoponowała nieśmiało Pinkusowa.

— Szlemil?! — zapienił się szames. — A ona co?! Córka wędrownego kramarza? I ten posag... dwieście rubli... to tak samo, jakby nic nie miała.

— No, zawsze ładna z niej dziewczyna.

— Gdzie to jest napisane, że Żydówka powinna być ładna? Ona powinna być albo bogata, albo mądra, żeby umiała czymś handlować i coś zarobić! Ale wasza Esterka ze Żgowa to istne cielę! Na twarzy ma napisane, że cielę!

— Za mądra ona nie jest... — przyznała z westchnieniem Pinkusowa.

— No, więc widzicie. Pisarz bierze synową do siebie, będą u niego mieszkali i jedli i on nauczy syna, żeby był po nim pisarzem.