— Moja ty dziewuszko miła, mój ty kwiatuszku — mówi wesoło.

Esterka jest więcej zawstydzona niż przerażona. W naiwności swojej nie domyśla się prawie, jakie jej grozi niebezpieczeństwo.

— Ja jestem zamężna i ja jestem Żydówka! — mówi, myśląc, że w taki sposób odstraszy napastnika.

Ale młody Michcik, w tej przynajmniej dziedzinie, nie ma rasowych przesądów.

— Dla mnie, jak kobieta jest ładna, to niech ona sobie będzie Żydówka, albo nawet Cyganka, a ja ją i tak będę lubić! — odpowiada, pokazując w uśmiechu wszystkie trzydzieści sześć zdrowych białych zębów.

Na to już Esterka nie wie, co odpowiedzieć.

— Niech pan stąd odejdzie — prosi — bo ja muszę wyjść z wody.

— Możesz wyjść, nie będę patrzał, nawet zamknę oczy — ustępuje wspaniałomyślnie Michcik, który już zdążył od stóp do głowy ją obejrzeć.

Esterka wybiega z wody, kładzie szybko czystą, przyniesioną z domu koszulę i sięga po swoją sukienkę z różowego perkaliku, ale Michcik jest już przy niej.

— Po co ci te szmaty w taki gorąc, poleż sobie lepiej w koszulce...