Jakie on ma śliczne białe zęby i czerwone wargi, a ręce suche i gorące, podczas gdy ręce Chaima są zimne i śliskie jak gady.
— Ja nie mogę tak leżeć, ja muszę na święta narwać tataraku — próbuje niezdarnie się bronić.
Ale Michcik śmieje się wesoło:
— Także mi racja! Ja ci w mig narwę tataraku i do miasta nawet poniosę — mówi, pocałunkiem pieczętując obietnicę.
Esterka przywykła do niezdarnych, marnych i bezpłodnych usiłowań męża, niezupełnie sobie zdaje sprawę z tego, co się z nią dzieje.
W pewnej chwili przebiega jej myśl:
— To pewnie tak trzeba, żeby urodziło się dziecko!
I gorąca radość ogarnia jej serce.
Żaden plusk nie mąci wody, żaden głos nie przebija ciszy, tylko wielki szary ptak o niskim locie zatrzymuje się na chwilę i rozpina nad głowami kochanków opiekuńcze skrzydła.
Rumiana zorza zawisła już nad rzeką Utratą, kiedy Michcik i Esterka zabrali się do rwania tataraku.