Chaja Rybiarka była dziwnie tolerancyjną, jak na Żydówkę z małego miasteczka, niewiastą; dość powiedzieć, że do „paskudnych kobiet” z domu pod lampionami odnosiła się życzliwie i nawet z pewnym szacunkiem.
Gdyby więc Esterka wyznała jej swoją tajemnicę, płacząc, utrzymując, że padła ofiarą gwałtu i prosząc o zachowanie sekretu, Chaja, choć pierwsza w mieście plotkarka, ulitowałaby się zapewne nad nią.
Ale w słowach Esterki nie było śladu skruchy i upokorzenia. Przeciwnie, jak gdyby dumna była i cieszyła się z tego, że ojcem jej dziecka będzie ten polski chłopak, miły i silny, o oczach błękitnych jak te modraki30 w polu rosnące.
„Ona się nawet nie wstydzi! Co za dużo, to niezdrowo!” — pomyślała Chaja i dała zupełną folgę31 swojemu plotkarskiemu językowi.
Nie upłynęło tygodnia, a już całe miasteczko wiedziało, czyje to dziecko ma w brzuchu Esterka.
Już nawet łobuzy na ulicy wołały za nią: „Pani Michcikowa”.
Albo też: „Poszła po tatarak, a znalazła bękarta”.
Jak to się zwykle dzieje, krewni dowiedzieli się ostatni, i to zupełnie przypadkowo.
Jakiś Żydek pokłócił się z teściem Esterki, że inne drzewo kupił niż to, które mu dostarczono z tartaku.
— Szwarcerjur (czarny rok) na ciebie! — krzyknął rozgniewany pisarz.