A ten Żydek mu na to:
— Niech ten czarny rok spadnie raczej na tego bękarta, co go twoja synowa z Michcikiem nad rzeką złowiła!
Esterka, wzięta na spytki, wyznała oczywiście całą prawdę. Zaczęły więc radzić kobiety, teściowa, ciotka Pinkusowa i Chaja Rybiarka, jako osoba, która pierwsza odkryła tajemnicę.
Chaim jest posłuszny syn, on zrobi, jak mu każą rodzice. Albo on weźmie rozwód, albo przebaczy przez wzgląd, że to jednak musiał być gwałt, dokonany przez tego chuligana na osobie głupiej Esterki. To się już później postanowi, ale na razie trzeba przede wszystkim przeszkodzić, by „takie dziecko” przyszło na świat boży.
Poszły najprzód po poradę do pana Lewkowicza, ale tak uprzejmy zwykle i dobrze wychowany pan Lewkowicz zwymyślał je ostatnimi słowami.
— Ja jestem starszy felczer, prawie doktór! Moja robota jest ludzi ratować, a nie zabijać! Won mi stąd, wiedźmy, suki jedne!
Zawstydzone i upokorzone kobiety nie dały jednak za wygraną.
Jeśli pan Lewkowicz nie chce dać żadnego lekarstwa, to się obejdzie bez niego.
W nędznej ruderze, obok starej cegielni, mieszkała przecież dotąd Chawa Piszczyk, samozwańcza akuszerka i pielęgniarka. Chawy Piszczyk nie wzywano już do porodów, bo nawet drobne przekupki, żony rzemieślników i tragarzy, poznały się w końcu, że nazbyt już jest niechlujna i przy tym na wpół oślepła ze starości.
Żyła więc z tajemniczych, zakazanych praktyk i cudem nie dostała się dotąd w ręce policji.