Kiedy teściowa albo ciotka namawiały ją, aby wstała i poszła się przejść, bo już na dworze „całe lato”, odpowiadała szeptem:
— Dajcie mi leżeć i myśleć...
— Co ona tam takiego może myśleć?... — mówiły zdziwione, a teść dodawał z uśmiechem:
— Tyle ona wymyśli, ile kot napłacze!
A jednak wymyśliła i postanowiła.
Pewnego dnia, kiedy teściowie z Chaimem jedli obiad w kuchni, drzwi otworzyły się cicho i na progu stanęła Esterka.
Dawno jej już nie widzieli inaczej, jak w ciemnym alkierzu, przy skąpym oświetleniu świecy, więc teraz dopiero dostrzegli, jaka w niej zaszła zmiana.
Esterka bardzo zeszczuplała i jak gdyby urosła. Gładkie jej czoło przecięte było teraz wyraźną pionową zmarszczką. Wydawać się mogło, że ta zmarszczka jest jakby granicą pomiędzy jej poprzednim a obecnym życiem. Oczy jej miały teraz wyraz rozumny i surowy, a stały, dobroduszny uśmiech uleciał bez śladu z jej przybladłych warg.
Oparła się o framugę okna i powiedziała bez wstępu:
— Już wszystko obmyśliłam i postanowiłam.