— Ten chłopiec nie zostanie nigdy ani dobrym Żydem, ani porządnym człowiekiem! — I popędzając przed sobą, niby gąsięta, gromadkę chłopców, poszedł z nimi do chederu.

Pani Mendlowa znalazła istotnie dla swego syna nauczyciela, ubogiego „szywebuchera”40, który za obiady i kilka rubli miesięcznie miał go nauczyć wszystkiego, co nabożny Żyd umieć powinien, i przygotować do barmycwy41.

W kilka lat później znalazła mu drugiego nauczyciela, staruszka emeryta, pana Więckiewicza, mającego go przygotować do gimnazjum w Piotrkowie.

Pani Mendlowa postanowiła bowiem wykierować swego syna na doktora.

Dawidek był leniwy i krnąbrny, lecz tak niesłychanie zdolny, że nauka niejako wbrew jego woli sama do głowy mu trafiała i po kilku latach zdał do trzeciej klasy gimnazjum w Piotrkowie.

Radość i duma Mendlów nie miały granic.

Niestety, na owym pamiętnym fakcie skończyła się kariera naukowa Dawidka.

W kilka miesięcy po tym, wypędzony sromotnie z trzeciej klasy za złe sprawowanie się, powrócił do domu.

Wówczas pani Mendlowa wezwała na naradę felczera pana Lewkowicza.

Pan Lewkowicz, którego przez uszanowanie tytułowano stale starszym felczerem, choć żaden młodszy felczer nie istniał w miasteczku, był typem dawnego Żyda-asymilatora i gorącego polskiego patrioty.