Pchełka nie zamierzał bynajmniej prosić kuzyna o jakiś jednorazowy datek lub nawet o stałą zapomogę!

W głowie miał mnóstwo projektów zupełnie innego rodzaju.

Uda mu się na pewno namówić bogatego krewniaka, aby włożył kilka lub kilkanaście tysięcy dolarów w jakieś krajowe przedsiębiorstwo, którym zarządzać będzie on, Uszer Pchełka.

Albo też może ten kuzyn znajdzie lub też już posiada jakąś korzystną reprezentację, a jego mianuje agentem na Polskę. Albo też... roiło się po prostu w głowie Uszera od wszelkich pomysłów i projektów, które przedstawi swemu kuzynowi.

— Ten Uszer oczekuje swego kuzyna jak Mesjasza! — mówiono w miasteczku, lecz w gruncie rzeczy nie bardzo się dziwiono.

Ludzie znali dobrze spryt i niepospolitą wymowę Uszera i mówili o nim:

— On potrafi przekonać człowieka, że słoma jest pszenica, a nawet że błoto jest złoto, więc on sobie już da radę z tym amerykańskim kuzynem.

Znaleźli się nawet pochlebcy, którzy poczęli radzić Uszerowi, prosząc jednocześnie, aby o nich nie zapomniał, gdyż „w tak olbrzymich przedsiębiorstwach znajdzie się miejsce jeszcze dla jednego człowieka”.

Uszer Pchełka już sam zdążył uwierzyć w swoje przyszłe ogromne przedsiębiorstwa i mówił do petentów, łaskawie wydymając wargi:

— Ja o tobie nie zapomnę... — I zapisywał coś w notesiku, niby dostojnik państwowy, poseł lub wielki finansista...