A po chwili dodał z zakłopotaniem:

— Ja nawet wolę, że ty, Hanusiu, nie masz parcha...

Gdy się już mieli rozstać, Romek wyrzekł nieśmiało:

— Słuchaj, ty nikomu nie opowiadaj, żeśmy na ten bez chodzili.

— Nie będę opowiadać. A ty nie będziesz już śpiewał: „Żydóweczka Chajka” albo „Żydóweczko chodź na bez”?

Romek przez chwilę się namyślał:

— Jak będę sam, to nigdy, tylko jak będę z kolegami, to tak trochę... dla przyzwoitości...

— Miły Boże! — krzyknęła oburzona Hanusia. — Dla przyzwoitości będziesz się nadal znęcać nade mną?!

— No więc... jeśli koniecznie chcesz... wcale nie będę śpiewał...

Na pożegnanie Hanusia wyciągnęła do niego rękę, zupełnie jak dorosła panna, i powiedziała: