— Dziękuję ci za kwiaty.
— Nie ma za co — odpowiedział Romek, zdjął kaszkiecik i bardzo grzecznie się ukłonił.
Hanusia aż się zdziwiła, że taki łobuz potrafi się tak elegancko ukłonić.
Romek dotrzymał obietnicy i nie śpiewał już więcej swoich niemiłych piosenek. Kiedy był sam, kłaniał się nawet Hanusi, lecz kiedy szedł z kolegami, odwracał głowę i udawał, że jej nie widzi...
W miesiąc później dowiedziała się Hanusia, że rodzice razem z nią wyjeżdżają na stałe do Londynu.
Trochę się cieszyła z podróży, lecz więcej się martwiła, że na zawsze musi opuścić rodzinne miasteczko.
Sama nie wiedząc dlaczego, postanowiła, że Romek musi się dowiedzieć o jej wyjeździe.
W dwa dni później, wracając z pensji, spotkała go idącego z kolegami.
Przechodząc koło niego, powiedziała bardzo głośno do towarzyszącej jej koleżanki:
— Wiesz, Róziu, ja na zawsze wyjeżdżam do Londynu.