Rózia otworzyła szeroko oczy, bo przecież od dwóch dni tylko o tym ze sobą rozmawiały.
Romek widocznie usłyszał, bo zaczął patrzeć na Hanusię, czego nigdy, będąc w towarzystwie kolegów, nie robił.
Hanusia i Rózia poszły dalej, aż tu nagle usłyszały, że ktoś biegnie za nimi. Odwróciły się i widzą, że to leci Romek.
Przystają i czekają... A z drugiej strony koledzy Romka także zatrzymali się i patrzą.
A on tak biegł pod krzyżowym ogniem ciekawych i drwiących spojrzeń swoich kolegów i Rózi, aż zatrzymał się zadyszany przed Hanusią i Rózią.
— No i co? — zapytała zdziwiona Rózia.
Romek jeszcze przez chwilę stał tak, milcząc, a potem szepnął:
— Nic... nic... — odwrócił się i odszedł.
— To jakiś wariat — zdecydowała ze śmiechem Rózia, lecz spojrzawszy na koleżankę, przestała się śmiać i zapytała:
— Co tobie jest, Hanusiu?