Lecz nie tylko my, dzieci, ale i dorośli bawili się lub byli wzruszeni, choć dla przyzwoitości starali się być od nas powściągliwsi.

I oto pewnego razu, na początku przedstawienia, kiedy umierająca z pragnienia Hagar56 idzie przez pustynię, niosąc na ręku małego Izmaela, rozległ się w sieni domu płacz i taki krzyk, jak gdyby kogoś mordowano.

— Co to może być! Niech Chana idzie zobaczyć — rzekła zaniepokojona babka.

Chana poszła i za chwilę wróciła z gorzko płaczącym dziesięcioletnim chłopcem.

— Mnie tutaj nie chcą wpuścić, a ja jestem Josele... Josele, brat niedźwiedzia.

Wszyscy zaczęli się śmiać, tylko dziadek powiedział z udaną powagą:

— Jeśli tak jest, to przysługuje ci prawo wstępu. Siadaj sobie, Joslu, bracie niedźwiedzia.

I przedstawienie potoczyło się swoim trybem.

I od tego czasu chłopcy z chederu, a później całe miasteczko nazywało tego chłopca: „Josele, brat Niedźwiedzia”.

Zdawałoby się, że ten przydomek z czasem zostanie zapomniany, lecz dalsze dzieje tych chłopców tak się ułożyły, że Josele na całe życie pozostał bratem niedźwiedzia.