Między zaproszonymi znajdował się ulubieniec naszej publiczności, Anatol Sołowiow. Po sutej libacji Sałazkin zaczął nagle robić artyście ostre wymówki, twierdząc, że Sołowiow korzysta nie tylko z łask miłosnych, ale i z pieniędzy utrzymanki Sałazkina, Lidii Worobiowej.
Kiedy Sałazkin nazwał Sołowiowa sutenerem i parszywym Żydziakiem, artysta uderzył go w twarz. Wówczas Sałazkin wydobył z kieszeni nieodstępny rewolwer i dwukrotnym wystrzałem zabił go na miejscu.
Sałazkina natychmiast uwięziono.
Tragiczna śmierć utalentowanego artysty wzbudziła itd.
Josele abonował jedną z kijowskich gazet, aby każdego dnia wiedzieć, w jakiej sztuce występuje jego brat i jakie zbiera laury.
Na pierwszej stronie dojrzał grubymi czcionkami wydrukowany pseudonim brata i oto dowiedział się nagle, bez przygotowania, że ziemia spod nóg mu się osunęła... że zagasło słońce i świat ogarnęła nieprzenikniona ciemność... że przyszedł koniec... koniec życia...
Josla nie oglądano przez kilka dni. Daremnie dobijano się do izdebki, którą odnajmował od szamesowej. Tylko głuchy jęk, a później błagalny szept, aby dano mu spokój, świadczyły, że Josele jeszcze żyje.
Zrazu nic nie pojmowano, co się stało z Joslem, lecz oto zjawiły się w żargonowych gazetach przedruki z rosyjskich pism. I wówczas ludzie zrozumieli.
Zrozumieli nawet i to, że Josele nie tylko cierpi nad śmiercią brata, ale i wstydzi się, iż ten brat, wielki artysta, zginął w ordynarnej pijackiej awanturze o ladacznicę.
Po kilku dniach Josele wyszedł ze swojej izdebki. W milczeniu wypił kubek kawy przygotowanej przez szamesową i poszedł do warsztatu.