Pan Gawron, z rzadką u niego dyskrecją, chciał wstać i odejść, lecz pan Kuliszer przytrzymał go za rękę.
— Zostań pan! — rozkazał. — Pan musi być tutaj jako świadek przy wyjaśnieniu tego nieporozumienia. Panu chodzi pewnie o jakąś inną żydowską dziewczynę, noszącą to samo imię, bo moja córka nigdy... nigdy... Ja znam dobrze moje uczciwe dziecko, moją kochaną jedynaczkę. Ona przed ojcem myśli jednej nie ukryje, a nie tylko takiej sprawy.
— Rojzo! — zawołał. — Niech panna Sulamita zaraz tu przyjdzie!
Pan Gawron opowiadał później, że w żaden sposób nie mógłby określić, jak długo, w zupełnym milczeniu, czekano na Sulamitę. Może to było kilka minut, a może cała godzina?
Nareszcie zjawiła się i stanęła, drżąc na całym ciele, w progu jadalni.
— Szelames — z żydowska nazwał ją pan Kuliszer, choć zwykle mówił do niej „Sulamito” — powiedz temu panu, że on się omylił i że ty go wcale nie znasz. Widzi pan, ona milczy... ona się dziwi... ona pana wcale nie zna... — mówił gorączkowo pan Kuliszer.
Lecz Sulamita cicho odpowiedziała:
— Ja nie mogę inaczej ojcze... ja męczyłam się... broniłam się sama przed sobą. W długie przepłakane noce chciałam zdusić, zamordować swą miłość, ale ona nie chciała ode mnie odejść. I nareszcie zrozumiałam, że nie ma dla mnie życia bez tego oto człowieka, więc miej nade mną litość ojcze... „Hob rachmunes, tate” — powtórzyła, jakby łudząc się, że żydowskie słowa łatwiej dotrą do jego serca.
— Słuchaj, Szelames — powiedział po chwili Kuliszer, z trudnością wydobywając z krtani zduszone, chrapliwe słowa. — Nie będę dociekał, czym ja zgrzeszyłem przed Panem Bogiem, że mi pozwolił doczekać takiej chwili, że mi przedtem nie pozwolił umrzeć; niezbadane są wyroki Jego... Jedno tylko powiem. Ja ci przebaczę te przeklęte, szalone słowa, które wypowiedziałaś przed chwilą. I pan Gawron musi mi przysiąc, że nie tylko nikomu nie powtórzy, ale sam postara się zapomnieć to, o czym słyszał. Ja ci przebaczę przez wzgląd na twoją dobrą matkę, której Pan Bóg nie pozwolił doczekać takiej chwili, i także dlatego, że jedną cię mam na świecie. Ale ty w zamian musisz powiedzieć temu panu, teraz, w tej chwili, takie słowa: „Ja pana bardzo przepraszam, ale ja zwariowałam i teraz odzyskałam rozum i wiem, jak powinna postąpić uczciwa żydowska dziewczyna. Niech pan przebaczy i odejdzie”. Ja mógłbym powiedzieć panu, panie oficerze, że ona ma wszystkiego osiemnaście lat, że ja mam nad nią jeszcze moją ojcowską władzę. Ja mógłbym ją stąd wywieźć i tak ukryć, że śladu by po niej nie pozostało, ale ja tego nie zrobię. A dlaczego ja tego nie zrobię? Bo ja chcę mieć moją dawną dobrą córkę, uczciwą żydowską dziewczynę, a takiej, jak ona teraz jest, ja nie chcę, ja wolę na zawsze stracić takie dziecko! I dlatego właśnie ona sama musi postanowić, ona sama musi wybrać między mną i panem.
— Ojcze, ja takich słów nie mogę mu powiedzieć, bo to by było kłamstwo. To nie jest obłęd, to jest moja pierwsza i ostatnia miłość, miłość na życie lub śmierć.