podglądał, czy ta szarość oddycha?

Może przesadziłem z dłońmi,

trzeba było powiedzieć o powietrzu,

o lotności, o linoskoczku. Śmierć

trzyma nas wszystkich w garści

i potrząsa, jakbyśmy byli srebrnymi

solniczkami, w restauracji Estella,

i ma twarz pana kelnera, kiedy

na tacce podaje rachunek. Gdy

wychodzimy, uśmiecha się i znika