kępkami traw, które pokryły już stertę ubrań

i puchną od mchu kraciaste koszule i spodnie,

jakby na nowo — po porzuceniu — wypełniało je ciało.

Ale tu nie da się kochać, bo język jest bezradny

wobec fragmentów szczątków i zapożyczeń:

twarz tutaj, to jest ślad po rozmowie, głos

usłyszany, gdy przez szczelinę w resztce muru

przepływa powietrze

i śpiewa ów nikt będący tu wszędzie.

Gdybym krzyknął, nawet gdybym to zrobił,