swobodne przeloty tam, gdzie byliśmy sami,
przynajmniej do czasu, nim ktoś
swoje kroki zaczynał odliczać
na pustym korytarzu.
I nawet rzutnik, folię z wykresami,
stosy papieru, grzbiety książek, stare
długopisy, a także ruloniki, kalki,
przerysowane długie zwoje, gliniane coś,
leżące na biurku, spinacze, torebki
z tajemniczym pyłem — opanowały.