Wszędzie ich ślady, podłużne smugi.

Musiały znaleźć szczelinę w betonowej płycie;

gdzieś na spojeniu jaskiniowy uskok,

w budynku przypominającym kontynent.

I rzeczywiście nie mam nic do powiedzenia,

brzęczenie otumania, wpadam w trans

nad kartką, podczas gdy one zakreślają

coraz mniejsze koła — lśniące w popołudniowym

słońcu dwa wielkie szerszenie.

Sześć politycznych wierszy