Ten chłopiec, którego poderwałem w Café,

mówił, że umarł, uwierzyłem, choć uwierała

jego dłoń pod moją głową.

Dlaczego ją podpierał, nie potrafię sobie

przypomnieć, jak strączek fasoli,

niczym martwa pacynka opadała po prostu

w sen.

A śniło mi się, że pisałem

sześć politycznych wierszy. Ktoś pisał

esej o nich i na murach rozlepiał