— Lepiej, żebyś nie mówiła — zawołał Jamie wesoło. — Wcale nie chcę tego słyszeć. Zakładaj prędko beret. Widziałem Betty w jadalni i obiecała, że sama nam przygotuje drugie śniadanie. Tylko śpiesz się!

— Ależ, Jamie, ty niemożliwy chłopcze, ja nie mogę — śmiała się Pollyanna, opuszczając wolno zakasane rękawy. — Nie mogę wybrać się z wami na wycieczkę!

Wybrała się jednak. Wybrała się nie tylko wtedy, lecz także później kilkakrotnie. Musiała pójść, rada nie rada, bo miała przeciwko sobie nie tylko Jamiego, lecz również i Jimmy’ego, pana Pendletona, panią Carew, Sadie Dean i nawet samą ciotkę Polly.

— Bardzo się cieszę, że idę — wzdychała radośnie, gdy nie pozwalano jej odkurzać mebli i piec świeżych ciasteczek. — Ale jestem pewna, że w żadnym pensjonacie nie ośmieliliby się raczyć gości mlekiem z sucharkami i zimnym mięsem. Poza tym żaden pensjonat nie trzymałby takiej gospodyni, która zamiast pracować biega na wycieczki z gośćmi!

Szczytem wszystkiego było, gdy pewnego dnia John Pendleton zaproponował, aby całe towarzystwo wybrało się na dwutygodniową obozową wycieczkę nad jezioro oddalone o czterdzieści mil od Beldingsville.

Propozycja ta przyjęta została z entuzjazmem przez wszystkich, z wyjątkiem ciotki Polly, która zwierzyła się na osobności Pollyannie, że bardzo pięknie, iż John Pendleton w swoim wieku może się zdobyć na taki pomysł, ale z drugiej strony — nie ma najmniejszego sensu, żeby się nagle chciał przeistoczyć w dwudziestoletniego chłopca. Zdaniem ciotki Polly, John Pendleton po prostu się wygłupiał! W obecności wszystkich pani Chilton oświadczyła chłodno, że ona oczywiście nie pojedzie na żadną wycieczkę, bo nie ma zamiaru sypiać w namiocie i żywić się ślimakami i rybami, gdyż byłoby to całkiem niestosowne dla osoby, która już dawno przekroczyła czterdziestkę.

Jeżeli nawet Johna Pendletona słowa te dotknęły, nie dał absolutnie poznać tego po sobie. Entuzjazmował się tym planem razem z innymi i jednogłośnie zdecydowano, że aczkolwiek ciotka Polly nie weźmie udziału w wycieczce, to nie ma chyba żadnych podstaw, żeby całe towarzystwo musiało sobie odmówić tej przyjemności.

— Matkować nam będzie pani Carew — oświadczył swobodnie Jimmy.

Z tego więc względu przez cały tydzień nie mówiono o niczym innym, tylko o namiotach, zapasach żywności, aparatach fotograficznych, wędkach i czyniono gorączkowe przygotowania przed zamierzoną wycieczką.

— Musi to być prawdziwy obóz — radował się Jimmy gorączkowo — nawet z przewidzianymi przez panią Chilton ślimakami i rybami — dodał z wesołym uśmiechem, patrząc nieustraszenie prosto w surową i nachmurzoną twarz ciotki Polly. — Pożegnamy się z elegancką jadalnią! Będziemy piekli kartofle w popiele, będziemy opowiadali ciekawe historie przy ognisku i warzyli26 kaszę w kociołku.