Pani Carew podniosła w górę głowę.
— Muszę powiedzieć szczerze, że bardzo ci się dziwię — rzekła chłodno. — Nie mam ochoty pozostawać pod niczyim urokiem, jak również nie żywię do nikogo żadnej niechęci, którą ktoś musiałby łagodzić. Jeżeli istnieje coś, co jest dla mnie nie do zniesienia, to przyznaję, że tym czymś byłaby właśnie ta mała Panna Pocieszycielska, która by mi na każdym kroku dała odczuć, że powinnam być każdemu za coś wdzięczna. Ach, nigdy bym tego nie zniosła... — lecz w tej chwili przerwał jej wesoły śmiech siostry.
— Ach, Rutko, Rutko — zawołała Della. — Panna Pocieszycielska to istotnie Pollyanna! Ach, żebyś mogła tylko zobaczyć to dziecko. Zaznaczyłam, że o Pollyannie nikt nie potrafi opowiedzieć. Ale ty oczywiście nie masz ochoty ujrzeć tej małej, świetnie ją nazwałaś: Panna Pocieszycielska — i znowu wybuchnęła głośniejszym jeszcze śmiechem. Jednakże prawie natychmiast spoważniała i spojrzała na siostrę zatroskanym wzrokiem.
— Naprawdę, kochanie, czy nie można tego wszystkiego jakoś zmienić? — zapytała łagodnie. — Nie możesz przecież w ten sposób marnować życia. Czy nie mogłabyś się zmusić, żeby wyjść na trochę i spotkać się z ludźmi?
— Po cóż miałabym się zmuszać, kiedy mi się wcale nie chce? Jestem zmęczona ludźmi. Wiesz, że towarzystwo zawsze mnie męczyło.
— To dlaczego nie spróbujesz jakiejś pracy, może społecznej?
Pani Carew machnęła niecierpliwie ręką.
— Dello droga, już niejednokrotnie mówiłyśmy o tym. Daję pieniądze na rozmaite cele, mnóstwo pieniędzy, i uważam, że to wystarcza. Zastanawiam się nawet, czy nie za wiele robię. W ogóle nie wierzę w to, że istnieją ludzie biedni.
— Ale gdybyś dała coś więcej z siebie społeczeństwu — perswadowała łagodnie Della — gdybyś mogła zainteresować się czymś, poza własnym życiem, na pewno by ci to dobrze zrobiło, gdybyś...
— Daj spokój, Dello — przerwała starsza siostra w zniecierpliwieniu — bardzo cię kocham i lubię, gdy do mnie przychodzisz, lecz nie znoszę, żeby mnie ktoś do czegoś zmuszał. Bardzo ładnie z twej strony, żeś się przeistoczyła w anioła opiekuńczego, że potrafisz podawać spragnionym szklankę wody, bandażować poranione głowy i spełniać temu podobne obowiązki. Może właśnie dzięki tej pracy potrafisz zapomnieć o Jamiem, ja jednak nie umiem. Na pewno w takiej sytuacji myślałabym o nim jeszcze więcej i zastanawiałabym się nad tym, czy on ma kogoś, kto mu wodę podaje i kto mu bandażuje głowę. Zresztą dla mnie taka praca byłaby bardzo nieprzyjemna, takie stykanie się z rozmaitego rodzaju ludźmi.