W korytarzu, prowadzącym do czterech pokoi, zamieszkiwanych przez tyleż rodzin, jest zupełnie ciemno.
— Jago! — woła przytłumionym głosem. — Jago!
Otwierają się drzwi zaraz na lewo i wysuwa się przez nie jakaś ciemna, wąska postać kobieca, chwyta go za rękę i wciąga do pokoju.
Wchodzi, ciężko oddychając.
Opada na jakieś krzesło i ukrywa twarz w rękach.
Ona stoi nieruchoma. Tylko jej niespokojny wzrok ślizga się po jego postaci oświetlonej niepewnym blaskiem księżyca. Nie śmie pytać go.
Tak przechodzi chwil kilka.
Nareszcie odrywa ręce od twarzy i, podnosząc oczy na nią, mówi grubym głosem:
— No, cóż ty stoisz i gapisz się? Idź spać!
A ona zbliża się do niego i klęka przed nim.