— Chryste Panie, Chryste Panie — jęczy i krople zimnego potu występują mu na czoło. — Chryste Panie — szepce — zmiłuj się!
Teraz znajduje się już przy domu. Na chwilę zatrzymuje się. Ale zaraz znów automatycznym krokiem posuwa się naprzód.
Teraz wzdrygnął się: znajduje się przed samym otworem.
Gwałtownie zamyka oczy, żeby nic nie widzieć.
Z całym wytężeniem nadsłuchuje, czy nie usłyszy sennego chrapania baby.
Ale wszystko cicho, strasznie cicho...
Krew zamiera mu w żyłach.
Przez chwilę stoi nieruchomy, nie mogąc zdecydować się wejść.
Wreszcie, wreszcie machinalnie, nieprzytomnym krokiem wchodzi przez otwór do sklepu. Strach rozwiera mu szeroko oczy.
Na podłodze leży stara kobieta — nieruchoma.