A jednak nie chce, nie może jeszcze wierzyć.
Zbliża się do niej i gwałtownie łapie ją za rękę...
Zimna jak lód.
Z głuchym jękiem upada nieprzytomny na martwe ciało...
Gdy po kilku chwilach wreszcie wstaje, jest mu zupełnie jasno49, że to koniec.
Błędnym wzrokiem ogląda się wkoło. Machinalnie jego oczy błądzą po szarych, pustych ścianach, po stołach, po bułkach, które mu dziś w nocy tak rozkosznie pachniały i teraz wydają się patrzeć na niego jakimś głupim wzrokiem.
Z wolna posuwa się naprzód. Przechodzi znów przez otwór i wlecze się ciężkim krokiem przez miasto.
Nie myśli, nie czuje już nic, tylko, że to koniec.
— Znajdą, zabiorą, zabiją — myśli półświadomie.
Jakaś rozpaczna rezygnacja ogarnęła go, i wszystko już dlań50 obojętne.