Wprost milczał, jakby nic nie słyszał.

— Zwariował — mówili ludzie...

A dzisiaj rok, rok temu.

Stał przed jej grobem i obsypał cały deszczem kwiatów, potem ukląkł przy tej świętej ziemi, z którą się jej ciało zmieszało i zaczął ją całować.

Nie miał już łez dla swego bólu.

Wszystkie łzy już wymarły w tym bezmiernym cierpieniu.

Wstał, przeszedł po długich, ciemnych, tak dobrze znanych mu alejach i wrócił do domu.

Do domu?...

Gdzie teraz był jego dom, jeśli nie tam, gdzie jej drobne, kochane ciało spoczęło, jeśli nie ziemia, w którą ją złożyli.

Szczęśliwa ziemia, że mogła ją przytulić, otulić na zawsze.