Chodzi po pokoju, ale ostrożnie, cicho, bojaźliwie.

Staje.

Jakiś szmer...

Ogląda się wkoło szeroko otwartymi oczyma.

Stara się zagłuszyć ten strach myślą o dawnych, słonecznych dniach.

Nagle stanął jak osłupiały.

Ujrzał przed sobą wyraźnie jakąś białą postać, stojącą z martwym spokojem.

Przez chwilę nie wie, co robić...

Potem zbliża się niepewnym krokiem.

Nie, to były tylko długie, wąskie drzwi, które w jego rozgorączkowanej wyobraźni przybrały kształty postaci ludzkiej.