Drżącą ręką dotyka się ich, by się przekonać, że to doprawdy tylko drzewo.
Ciężko opada na kanapkę i zakrywa twarz ręką.
Może tak, nic nie widząc, uspokoi się, może wtedy opuści go ten wielki strach.
Stara się utopić swój niepokój we wspomnieniach minionych dni.
Ale nic sobie nie może przypomnieć.
Przyzywa ją do siebie, ale ukazuje mu się tylko martwa, blada, jak ją wtedy ujrzał po raz ostatni.
Dreszcz go przejmuje.
Po raz pierwszy od chwili jej śmierci przypominają mu się z taką wyrazistością wszystkie szczegóły jej wyglądu na łożu śmierci.
Przypominają mu się oczy złamane, patrzące w martwym osłupieniu w jakąś dal...
Przypominają mu się jej ręce, małe, białe rączki kurczowo ściśnięte w napadzie bólu.