Widzi przed sobą blade, wykrzywione usta, wykrzywione w nadludzkim cierpieniu i widzi przed sobą z namacalną wyrazistością jedną... kroplę krwi martwej, stężałej w kącie ust...

W nadludzkiej męce straszny jęk wyrywa się z jego piersi.

I widzi przed sobą tę długą, białą szatę, pokrywającą jej całą postać, jakby poruszającą się w niepewnym oświetleniu małej lampki.

Oparł łokcie o kolana i twarz ukrył w dłoniach.

— Nie wytrzymam, nie wytrzymam!

Tss...

Jakiś lekki szmer.

Zimny dreszcz go przeszył.

Słucha z zapartym oddechem.

Tss, tss, tss...