Coraz bliżej...

Chce oderwać rękę od twarzy, by spojrzeć temu czemuś w oblicze, ale nie może, nie ma wprost siły.

Siedzi jakby martwy.

Tss, tss, tss... tuż nad jego uchem.

Skulił się cały w obłędnym strachu, wpijając palce w rozpaczliwym kurczu w twarz.

Słyszy lekki, leciutki szelest w powietrzu jakby od podniesienia ręki.

Ktoś ciężką położył dłoń na jego głowie.

Ugina się cały pod strasznym ciężarem.

Teraz wolno zimne, sztywne palce obejmują jego szyję.

Dusi się...