Z rozpacznym55 wysiłkiem chce się wyzwolić ze strasznego uścisku, ale palce trzymają go mocno, jak obręcz.
Głowa coraz niżej schyla się pod wielkim ciężarem i słyszy cichy, leciutki jak powiew wiatru głos:
— Już zawsze...
Poznaje głos swej żony.
— Puść! — mówi do niej, jakby dusząc się.
Ale ona go nie puszcza.
— Już zawsze tak, już zawsze tak!
I lekki, leciutki jakby śmiech szyderczy...
— Puść — powtarza głośniej — puść!
— Zawsze tak, zawsze tak!