Ona delikatnie odciągnęła jego rękę.

— Teraz — powtórzyła, patrząc mu w oczy — a wy co powiecie?

On miał dwie duże łzy w oczach, spojrzał przez chwilę strasznie boleśnie na nią i znów zakrył twarz.

— Czekajcie chwilę — wyszeptał.

Było cicho w pokoju, jakaś dziwnie dobra cisza. Słońce wpadało przez okna i oblewało światłem jego młodzieńczą postać. Wpatrywała się w niego wzrokiem artysty i zachwycała się tą wielką, żywotną siłą i harmonią, która się rysowała w liniach jego postaci.

Naprzeciwko nich stało lustro; przypadkiem wzrok jej padł na nie...

Ale w tej samej chwili, jakby przestraszona, zamknęła oczy... ujrzała obok niego siebie samą.

Nie znosiła tego widoku.

Miała wrażenie, jakby ostrze sztyletu powoli wsuwało się do jej serca.

Nagle on się zerwał.