— Ja chyba zwariuję, ja chyba zwariuję — szepce blady...
Uciekł do pokoju swej żony, aby tam oddać się znów swym ulubionym rozmyślaniom o niej, o czasach słonecznych.
Zapalił lampkę i usiadł na małym stołeczku przy jej łóżku.
Rozgląda się po przedmiotach, po ścianach, w których ona żyła.
Westchnął głęboko i ukrył twarz w dłoniach.
Więc to już dzisiaj rok.
Rok temu, siedział tam w swym gabinecie i obmyślał ostatni akt swego dramatu...
Rok temu — błysnęła mu myśl ostatnia, subtelna, dla zakończenia jednej głównej sceny...
Rok temu, właśnie w tej chwili szczęścia wielkiego, wpadła do niego służąca, cała blada i drżąca i krzyknęła:
— Nie wiem, co się pani stało, pani się nie rusza, pani się nie rusza!