Rok temu, zerwał się jak nieprzytomny i rzucił się do pokoju swej żony i tam, nachyliwszy się nad jej ciałem, zaczął nią trząść, by się poruszyła...
Rok temu, w jej blade, martwe usta wdychał swój oddech żywy, gorący, aby się obudziła...
Rok temu, wciskał coraz głębiej ucho w jej ciało, aby uczuć drgnienie życia...
Rok temu, jak nieprzytomny, zaczął biegać po pokoju, wyrywając sobie włosy z głowy i rycząc wniebogłosy z bólu...
Rok temu, przyszli, zanieśli go do łóżka i zaczęli mu dawać środki jakieś uspokajające, jakieś okłady...
Rok temu, matka stanęła przy jego łóżku i doktor szepnął jej cicho:
— Boję się, żeby nie zwariował.
Rok temu, on się wyrwał z objęć matki, z rąk doktora wstrzymującego go, krzycząc:
— Ja chcę do żony, chcę do żony — ona żyje, musi żyć!...
Rok temu, w nocy, gdy usłyszał chrapanie doktora w przyległym pokoju, a matka zasnęła przy jego łóżku w fotelu, wstał cicho, cichuteńko z łóżka i wkradł się do jej pokoju...