Mała lampka paliła się na stoliku, a na łóżku leżała ona blada...
Rok temu, podskoczył do niej jak dzikie zwierzę i wpił się ustami w jej ciało...
Rok temu, jednym gwałtownym ruchem odskoczył od tego martwego... posągu...
Rok temu, tłukł swoją głową o ściany coraz silniej, coraz mocniej, aż upadł nieprzytomny...
Rok temu, zamknęli go w jakimś białym pokoju z siostrą miłosierdzia i doktorem, gdzie jej nie było, gdzie nie przyszła nigdy już, nigdy...
Rok temu, widział ją po raz ostatni.
Westchnął głęboko i odjął ręce od twarzy. Tęsknym wzrokiem rozejrzał się po pokoju.
Mała lampka rzuca słabe zielonawe światło na białe ściany pokoju.
Wszystkie meble i przedmioty mają dziwnie ospały wygląd, jakby umarły w chwili, gdy ich pani umarła.
Tylko jasnoróżowy szlafroczek na haku koło drzwi wydaje się jeszcze żywy, wyczekujący swej pani.